Zamiast do mediów idą montować reflektory. "Pisanie ich po prostu boli"
– Szkoda mi tych młodych ludzi, bo są mega zdolni. A idą do McDonald's albo do Valeo montować reflektory. Pisanie ich po prostu boli. Zarobią tam podobnie, a nie będą musieli myśleć – mówi Alicja Molenda, wydawca jednej z gazet lokalnych. Rozmawiamy z redaktorami naczelnymi lokalnych tytułów o tym, dlaczego w ich mediach trudno o młodych dziennikarzy. Małopolska, Dolny Śląsk czy Kujawy – wszędzie problem jest ten sam.
Dołącz do dyskusji: Zamiast do mediów idą montować reflektory. "Pisanie ich po prostu boli"
To - niestety - coraz częstsza dolegliwość, szczególnie wśród przedstawicieli pokolenia (i następnych) internetowego, tych wszystkich, dla których social media są wyrocznią i "całościowym" obrazem nie tylko najbliższego otoczenia, ale świata. AI tę nieudolność, nie tylko językową - pogłębi. Przez z górą 30 lat w zawodzie (co ważne: z przypadku) przez "moje" redakcje przewinęła się spora grupa młodych ludzi, w większości studentów - adeptów dziennikarstwa. Niektórzy pisali świetnie, mieli - jak ktoś tu wspomniał - tę niezbędną iskrę, także w patrzeniu na otoczenie, dostrzeganiu tego, czego "zwykli" ludzie nie widzą - fantastyczni byliby z nich dziennikarze, ale wszyscy oni wybrali inne drogi. Byli i tacy przyszli "dziennikarze", w przypadku których zdumienie ogarniało, że podołali maturze. Tylko dwoje z tego grona (DWOJE!), z grupy przeciętnych, pozostało w zawodzie, ale dziś to już też emeryci (lub prawie). Obecnie aktywnie współpracują z redakcją dwa "narybki": 22- i 35-latek. Widać w nich chęci i zaangażowanie, choć wspomnianą iskrę mają na odmiennych poziomach. Może z czasem przejmą pałeczkę. Nie demonizujmy więc. Łatwo nie jest, ale przypuszczam, że w jakimś momencie w większości redakcji pojawiał się nagle ktoś "z ulicy", w kim wrze dziennikarska krew... Takie perełki na pewno są... gdzieś...
To - niestety - coraz częstsza dolegliwość, szczególnie wśród przedstawicieli pokolenia (i następnych) internetowego, tych wszystkich, dla których social media są wyrocznią i "całościowym" obrazem nie tylko najbliższego otoczenia, ale świata. AI tę nieudolność, nie tylko językową - pogłębi. Przez z górą 30 lat w zawodzie (co ważne: z przypadku) przez "moje" redakcje przewinęła się spora grupa młodych ludzi, w większości studentów - adeptów dziennikarstwa. Niektórzy pisali świetnie, mieli - jak ktoś tu wspomniał - tę niezbędną iskrę, także w patrzeniu na otoczenie, dostrzeganiu tego, czego "zwykli" ludzie nie widzą - fantastyczni byliby z nich dziennikarze, ale wszyscy oni wybrali inne drogi. Byli i tacy przyszli "dziennikarze", w przypadku których zdumienie ogarniało, że podołali maturze. Tylko dwoje z tego grona (DWOJE!), z grupy przeciętnych, pozostało w zawodzie, ale dziś to już też emeryci (lub prawie). Obecnie aktywnie współpracują z redakcją dwa "narybki": 22- i 35-latek. Widać w nich chęci i zaangażowanie, choć wspomnianą iskrę mają na odmiennych poziomach. Może z czasem przejmą pałeczkę. Nie demonizujmy więc. Łatwo nie jest, ale przypuszczam, że w jakimś momencie w większości redakcji pojawiał się nagle ktoś "z ulicy", w kim wrze dziennikarska krew... Takie perełki na pewno są... gdzieś...